Reforma oświaty
Nie...o refomie oświaty nie da się pisać na poważnie.
Nie będzie tu omówienia wciąż nowych "pomysłów" kolejnych ministrów oświaty. Nie można zreformować tego, czego zreformować się nie da. Oświata zarządzana przez państwo nigdy i nigdzie nie funkcjonowała dobrze. Możemy sobie tylko pomarzyć...
Jest rok 2096... Totalitarne państwo (dla niepoznaki zwane demokratycznym), odeszło w niepamięć: nie ma horrendalnych podatków, państwo nie zarządza oświatą, leczeniem obywateli, "ukulturnianiem" ich, zapewnianiem im emerytury itp - ufając, że człowiek sam najlepiej wie, co mu jest w życiu potrzebne. Wie, że będzie stary, że dzieci trzeba wykształcić, że trzeba dbać o zdrowie... Nie istnieją niepotrzebne ministerstwa: oświaty, zdrowia, kultury...
Obywatelowi zostaje w wirtualnym portfelu tyle pieniędzy, że jest w stanie sam sobie zapłacić za leczenie,
zainwestować w wykształcenie dzieci, dobrowolnie ubezpieczyć się na wypadek choroby lub zdecydować
się na fundusz emerytalny...i od czasu do czasu wybrać się na wycieczkę na księżyc.
Nie musi wszak utrzymywać hord niepotrzebnych urzędników ani pokrywać zysków aferzystów, specjalizujących
się w "trosce o obywateli, zwłaszcza biednych".
Zbierające się raz na 15 lat dziesięcio-osobowe zespoły wytypowane przez prowadzące w rankingach 10 szkół średnich i 10 wyższych uczelni ustalają (z pięcioletnim wyprzedzeniem) wymagania z poszczególnych przedmiotów na egzamin po szkole podstawowej (poroniony pomysł gimnazjów oczywiście został zarzucony) i na egzamin maturalny będący jednocześnie egzaminem na studia.
Szkoły mają całkowitą swobodę w wyborze metod kształcenia i wychowania (zresztą wszystkie są prywatne), bo cel
kształcenia jest przedstawiony w wymaganiach stawianych ośmioklasistom i maturzystom. Nie zdały egzaminu
próby nauki za pomocą środków elektronicznego przekazu. Bezpośredni kontakt z nauczycielem okazał się
niezastąpiony.
Rodzice mogą wybierać pomiędzy szkołami, oceniając proponowaną cenę, poziom usługi i metody wychowania (katolik czy protestant ma prawo nie chcieć, by jego 8-letnie dziecko było np. "edukowane" seksualnie, a ateista nie pośle dziecka do szkoły islamskiej).
Poziom nauczania systematycznie rośnie - wszak największe wzięcie (a więc i pieniądze) mają szkoły renomowane, o dobrych wynikach - mierzonych przecież w obiektywny sposób przez egzaminy na odpowiednich poziomach...
Wystarczy!!! Że co? Że lepiej byłoby, gdyby to był rok 2010, a nie 2096? Przecież to tylko marzenia...
|