W matematyce raz udowodnione twierdzenie na zawsze zachowuje swoją prawdziwość.


Bieżące komentarze: matura z matematyki, oświata



Uparciuchy

A MEN znowu to samo...

Upór, z jakim MEN dąży do przymusowego zagonienia 6-latków do szkoły jest tak wielki, że aż budzi u mnie odruchowe podejrzenia. Już nawet bożek zwany pod nazwą demokracja został poświęcony na ołtarzu "wiekopomnych reform". Nawet milion głosów popierających referendum  będzie całkowicie zlekceważony i władza do żadnego referendum nie dopuści. Dlaczego nie dopuści? Bo nie lubi przegrywać - a wynik głosowania wydaje się oczywisty.

Ostatnio MEN uruchomiło nawet specjalną stronę internetową, na której pochwały dla pomysłu "6-latki w szkole" leją się szerokim potokiem. Napisano tam: "Badania pokazują, że dzieci, które wcześniej rozpoczynają edukację szkolną szybciej się rozwijają. Osiągają także lepsze wyniki w czytaniu, pisaniu i liczeniu od swoich rówieśników, którzy pozostali w przedszkolu.".

Można tam też znaleźć, że chodzi o "Badania OBUT (Ogólnopolskie Badanie Umiejętności Trzecioklasistów)". Tak więc nie są to żadne badania, tylko typowy sprawdzian, którego wyniki mówią o tym, jak trzecioklasiści potrafią wypełniać wymyślone przez szkolną biurokrację testy. W podobnych "badaniach" gimnazjaliści też wypadają nieźle, tylko jakoś czytanie ze zrozumieniem, liczenie i logiczne myślenie im nie wychodzi...

Ciekawe, czy na takim "badaniu" również skaluje się poziom trudności testów. Na egzaminach gimnazjalnych i maturalnych tak się robi: sprawdza się na jakim poziomie jest młodzież i jeśli wychodzi na testach próbnych, że zdałoby w danym roku tylko 60 proc. uczniów, kalibruje się skalę trudności od nowa, w dół, tak by na egzaminach końcowych zdało co najmniej 75 % (nie jest to moja opinia, lecz Bogusława Śliwerskiego, przewodniczącego Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN). Gdyby rzeczywiście tak było, to można takimi "badaniami" wytapetować 6-latkom pokój zabaw. Jak znam życie pewnie tak niestety jest...

Zmierzamy ku edukacyjnej katastrofie

Na stronach www.gazetaprawna.pl znaleźć można wywiad z Bogusławem Śliwerskim, przewodniczącym Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN. Z większością tez zgłaszanych w wywiadzie nie tylko się zgadzam, ale sam je tu często głosiłem. Przytaczam co smakowitsze kąski. Do całości wywiadu prowadzi umieszczony na początku akapitu odnośnik.

O fatalnym systemie tzw. "egzaminów zewnętrznych":

  • Skaluje się poziom trudności testów do egzaminów państwowych, np. matematycznych, do każdego rocznika, żeby sprawdzić, na jakim poziomie jest młodzież. I jeśli wychodzi na testach próbnych, że zdałoby w danym roku tylko 60 proc. uczniów, kalibruje się skalę trudności od nowa, w dół, tak by na egzaminach końcowych zdało co najmniej 75 proc. A najlepiej 80 proc. To są ostatnie zalecenia poziomu zdawalności.
    Pytania ustawia się pod wiedzę uczniów, zamiast uczyć ich do egzaminów?
    Tak, bo nasz system edukacji polega na manipulowaniu wskaźnikami, a nie kształceniu młodych ludzi. Nikt się do tego nie przyzna, ale takie są kulisy.

O tym, jak MEN "troszczy się" o dobro dzieci, a szczególnie 6-letnich:

  • A gdzie w tym wszystkim jest dobro ucznia?
    Dobro? O uczniu to tu w ogóle zapomniano. Chaos w polityce decyzyjnej MEN to potwierdza. Właśnie ministra edukacji Krystyna Szumilas odwołała wprowadzenie odpłatności za pobyt dziecka w przedszkolu za symboliczną złotówkę, co miało nastąpić już w przyszłym roku, a przewodniczący ZNP Sławomir Broniarz potwierdził, że wpędzenie sześciolatków do szkół jest ważne, by ochronić miejsca pracy dla nauczycieli!

O przestarzałym systemie klasowo-lekcyjnym:

  • Bo wciąż w Polsce mamy nieefektywny system z początku XX wieku, klasowo-lekcyjny. U nas klasa jest jak cela, a nauczyciel jak klawisz. W Europie Zachodniej, USA czy Australii od dawna już stosuje się modele konstruktywistycznej edukacji, a nie hierarchiczne, frontalne nauczanie jednorodnych wiekowo grup uczniów. Odchodzi się od klas, dziecko samo wybiera nauczyciela na każdym etapie, tworzy się zespoły zainteresowań, zróżnicowane kompetencyjnie. Tamtejsze szkoły są niezależne od ministerstw, nikt im nie narzuca, czego i jak mają uczyć. U nas na takie fanaberie nie pozwala władza. Mamy model żarłocznej centralizacji, bo to korzystne rozwiązanie dla polityków. W końcu oświata to armia ponad 600 tys. nauczycieli. A to tyle samo potencjalnych głosów w wyborach. Związkowcy też na tym korzystają. Słyszał pan o tym, żeby w USA czy w Niemczech związkowcy decydowali, jak należy kształcić czy wychowywać w szkołach? To po co kształcimy nauczycieli?

Dobre rady

Matura za kilka dni, więc przypominam rady dla zdających maturę z matematyki, które znajdują się w e-bookach "powtórzenie do matury...":

  • Pisząc maturę pamiętaj, że umiejętnie napisane rozwiązanie zadania, czyli skuteczne przekonanie egzaminatora, że rozumiesz co i jak masz obliczyć, jest kopalnią punktów.
  • Nie przeceniaj wagi błędów: jeżeli pomylisz się, a dalsza część rozwiązania konsekwentnie wykorzystuje błędny wynik obliczeń, za tę dalszą część możesz uzyskać komplet punktów (chodzi tu o sporadycznie popełniane błędy – rozwiązania, w których błędów jest wiele nie są mile widziane i dostaną kiepską ocenę).
  • Przedstawiaj nie tylko obliczenia, ale także tok rozumowania.
    Kolejne linijki zapisywanego przez Ciebie rozwiązania powinny wynikać z bezpośrednio je poprzedzających. Jeżeli tak nie jest, to:
    1)  powtórz któryś z poprzednich zapisów i dopiero potem kontynuuj obliczenia,
    2) albo skomentuj, co oznaczają następne zapisy – dlaczego nastąpiła nagła "zmiana wątku", czyli wprowadź czytającego rozwiązanie egzaminatora na nowy wątek rozumowania.
  • Pisz czytelnie i wyraźnie: egzaminator może być zdenerwowany nieczytelnym pismem i w efekcie niżej oceni pracę. Poza tym nie ma on obowiązku pełnić obowiązków grafologa i rozszyfrowywać nieczytelne zapisy. Takie zapisy po prostu uzna za błędne, albo je zignoruje (skoro nie może odczytać…). Często znak "plus" poprawiony na "minus" zostanie potraktowany jako "plus", bo przecież mimo pogrubienia poziomej kreski, pionowa zostanie. Błędne zapisy wyraźnie skreślaj, a obok zapisuj poprawne.
  • Nie sugeruj się ilością punktów przyznawanych za zadanie. Dużo punktów, to niekoniecznie trudne zadanie - tak oceniają dane zadanie urzędnicy CKE. Dla Ciebie zadanie ocenione jako trudne, może być zadaniem łatwym. W ostatnich latach w co drugim arkuszu maturalnym CKE umieszcza trudne zadanie i wycenia je na 3 pkt. To prawda, że rozwiązanie tego zadania mieści się w 3-4 linijkach. Problem polega na tym, by to rozwiązanie wymyślić…
  • Nie zapomnij o formalnych ograniczeniach na egzaminie maturalnym:
    1) obowiązuje zakaz używania ołówków oraz niebieskich długopisów - wszelkich odpowiedzi (w tym tworzenie rysunków oraz wykresów matematycznych) udzielamy za pomocą czarnego długopisu lub pióra z czarnym atramentem,
    2) obowiązuje zakaz używania kalkulatorów z parametrami wykraczającymi poza podstawowy zakres działań matematycznych oraz telefonów komórkowych.
  • Na egzamin z matematyki należy iść wypoczętym. Popołudnie poprzedniego dnia przeznacz na spacer, odprężenie w miłym towarzystwie, odpoczynek. Z matematyką pożegnaj się na kilkanaście godzin, bo jutro dostarczy jej w nadmiarze.
  • Najgorsze, co możesz zrobić, to zaglądać pod byle pretekstem do książek tuż przed egzaminem (a sprawdzę jeszcze ten wzór…).  Nie warto. Uwierz: jeżeli kilka miesięcy nauki nie pomogło, to te parę chwil też nie pomoże. Twój umysł jest tak skonstruowany, że próby "douczenia" w ostatniej chwili, fatalnie działają na Twoją koncentrację.
  • Do matury podchodź z optymizmem: to przecież dla Ciebie pestka! Dasz radę!

Szkoła óczy

Krążą po Internecie filmiki, w których gimnazjalistom zadawane są przeróżne, niezbyt trudne pytania. Na te pytania kandydaci do szkół średnich odpowiadają błędnie, często po prostu zgadując. Zdarza się, że zapytani uchylają się od udzielenia odpowiedzi i wygląda na to, że nie rozumieją pytania. Kilka przykładów pytań związanych z częścią matematyczno-przyrodniczą egzaminu:

  • Ile dni ma rok?
  • Jakie mamy kontynenty?
  • Kopa to ile sztuk?
  • Jeżeli kwadrat ma pole 64, to ile wynosi jego bok?
  • Jaki jest wzór na pole kwadratu?
  • Dwa metry to ile centymetrów?
  • Czym oddycha ryba?
  • Co jest cięższe: kilogram piór, czy kilogram kamieni?
  • Jeżeli jedno jajko gotuje się 3 minuty, to ile gotują się dwa jajka?
  • Jeżeli ja miałem 4 lata, to mój brat był ode mnie o połowę młodszy. Jeżeli teraz ja mam 18 lat, to ile lat ma mój brat?

Prawda, że trudne? W uczniowskiej gwarze te pytania to kosmos!

Proszę teraz porównać to z "reformami" resortu oświaty, który np. twierdzi, że jeżeli naukę rozpocznie się od szóstego roku życia, to się poprawi. Nie wiem co się poprawi, ale poziom oświaty na pewno nie. Przyczyny tragicznych skutków państwowego nauczania tkwią gdzie indziej: to infekcja wirusowa pod nazwą "przymus szkolny + centralne sterowanie". Się nie chce uczyć - to niech się nie uczy, panie kochany!

Czyste (nomen omem) szaleństwo

W Dzienniku Gazeta Prawna ukazał się artykuł "Szkoła w niskim standardzie" dotyczący analiz prof. Henryka Szaleńca z Instytutu Badań Edukacyjnych o średnim poziomie umiejętności gimnazjalistów mierzonym testem matematyczno-przyrodniczym i wynikających z nich wniosków. Parę cytatów ze wspomnianego artykułu:

  • Po wprowadzeniu w szkołach testów w 2002 r. samodzielne myślenie zeszło na dalszy plan. Rozpoczynające się dziś egzaminy gimnazjalne potwierdzą po prostu, że Polacy nauczyli się rozwiązywać testy. Jednak niekoniecznie zdobyli wiedzę.
  • Pytań otwartych – wymagających dowodu na własny sposób myślenia gimnazjalistów – jest zaledwie kilka na blisko setkę zadań. W reszcie zaznacza się tylko poprawną odpowiedź. W 2012 r. diagnoza instytutu wykazała, że ponad 80 proc. uczniów otrzymało zero punktów za zadania otwarte z matematyki. Naukowcy z IBE konkludują, że "znaczna część uczniów nie jest przyzwyczajona do sprawdzania, czy podane przez nich rozwiązanie ma sens. Objawiało się to wskazywaniem odpowiedzi wyraźnie sprzecznych z warunkami zadania lub ze zdrowym rozsądkiem".
  • Pytanie o sens testów zadaje się też za granicą. Amerykańscy naukowcy zaapelowali do Baracka Obamy, by odejść od testowości, bo ich zdaniem nie pokazuje ona realnej wiedzy uczniów. Podobne wnioski płyną z brytyjskiego raportu „Assessment and Teaching of 21st Century Skills”, w którym autorzy alarmują, że nauczyciele skupiają się na uczeniu pod testy i nie zachęcają uczniów do szukania samodzielnych odpowiedzi.

Pisałem juz kiedyś, że test tzw. jednokrotnego wyboru jest najgorszym sposobem sprawdzania wiedzy. Można udzielić poprawnej odpowiedzi po prostu zgadując. Można udzielić poprawnej odpowiedzi tylko dlatego, że inne są wyniki są bezsensowne. Można zatem zdobywać punkty nie potrafiąc rozwiązać analogicznego zadania sformułowanego normalnie: jako problem do rozwiązania, czy wielkość do obliczenia.

Pisałem wtedy: "jeżeli robi się badania, jak uczniowie rozwiązują matematyczne testy jednokrotnego wyboru i porównuje wyniki tych badań z wynikami osiąganymi przez inne kraje, to nie należy zapominać, że takie badanie mówi tylko o tym, jak uczniowie wyuczyli się wypełniać matematyczne testy jednokrotnego wyboru. Nie mówi zaś o tym, jaką rzeczywistą wiedzę i umiejętności matematyczne ci uczniowie osiągnęli.".

Wygląda na to, że Instytut Badań Edukacyjnych został powołany przez MEN po to, by ktoś WAŻNY wreszcie stwierdził, że nieustające roformy oświaty forsowane przez MEN są diabła warte. Bo gdy najoczywistszą oczywistość stwierdzi PROFESOR albo INSTYTUT, to zaraz gazety o tym piszą. A gdy o tym mówią zwykli ludzie - to mówią.

Dla zainteresowanych studiami technicznymi

Rusza I edycja Programu Edukacyjnego Budujemy lepszą przyszłość skierowanego do studentów i uczniów szkół ponadgimnazjalnych, którzy swoją przyszłość wiążą z branżą budowlaną. Program ma zachęcić młodych ludzi do aktywnego kreowania własnej przyszłości zawodowej już na studiach.

W ramach Programu zrealizowana zostanie Akademia Umiejętności – cykl warsztatów poświęconych zagadnieniom branżowym, oraz Szkoła Dobrych Praktyk – spotkania dla uczniów wprowadzające w tematykę kariery zawodowej w branży materiałów budowalnych. Uczestnicy będą mieli także okazję zaangażować się w Program Ambasadorski, zwiedzić zakłady produkcyjne i cementownie, wziąć udział w konferencjach naukowych CEMEX DAY oraz zmierzyć się z innymi w rywalizacjach konkursowych.

Program Edukacyjny Budujemy lepszą przyszłość realizowany jest w ramach projektu systemowego Biznes dla edukacji przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości w partnerstwie z Polskim Stowarzyszeniem Zarządzania Kadrami. Organizatorami Programu są CEMEX Polska – jeden z liderów branży materiałów budowalnych w Polsce oraz firmy partnerskie Remur-Rudniki i MJM (Chełm). Więcej informacji o samym Programie oraz o rekrutacji Ambasadorów można znaleźć na stronie www.budujemylepszaprzyszlosc.pl oraz na www.facebook.pl/budujemylepszaprzyszlosc .

W MEN bez zmian

"Na Zachodzie bez zmian" to tytuł antywojennej powieści Ericha Marii Remarque'a, który nawiązywał do zachodniego frontu z czasów I wojny światowej. Tak więc i ja nawiązuję do "urzędniczo-MEN-owskiego frontu oświatowego".

Dawno nie pisałem o wiekopomnych dokonaniach władz oświatowych z najłaskawiej nam panującą ministerzycą (chyba według nowej nowo-mowy teraz należy to wypowiadać w rodzaju żeńskim?) Szumilas. Odstręczała mnie od pisania ogromna mnogość przepytywanych nauczycieli, którzy nijak nie chcieli mówić o aktualnej sytuacji w oświacie bez zgrzytania zębami i/lub używania niecenzuralnych wyrażeń. No bo o czym tu pisać: że ludzie klną na oświatową rzeczywistość jak szewc, gdy się kolnie w palec? 

Rutynowo od czasu do czasu zaglądam na stronę internetową MEN. Zobaczyłem, policzyłem i podaję: na dziesięć ostatnich aktualności opublikowanych przez MEN siedem (!) to aktualności o tym jak to dobrze dla sześciolatków pójść do szkoły, jak one bardzo na tym skorzystają, jakie będą mądre, jak będą świetnie (i lepiej, niż inne dzieci) rozwiązywały wymyślone przez MEN testy itp., itd. 

Dlaczego MEN tak się tłumaczy? MEN-ie! Tylko winni się tłumaczą! Tyś winny?!

Dzieci kończą gimnazjum i wielu nie potrafi płynnie i ze zrozumieniem czytać, poprawnie pisać, sprawnie liczyć. Po dziewięciu latach nauki! Twierdzenie MEN, że przedłużenie tej nauki o rok cokolwiek zmieni jest po prostu śmieszne. Nie dziwię się Rodzicom, że walczą z pomysłami MEN i nie chcą, by zabierać dzieciom rok dzieciństwa. Najgorsze jest to, że urzędnikom oświatowym marzy się (ostatnio temat był wałkowany) planowanie co rodzice powinni robić z dziećmi dwuletnimi! Będą hodować janczarów?


Pozostałe komentarze:
-1--2--3--4--5--

-6--7--8--9--10--

-11--12--13--14--15--

-16--17--18--19--20--

-21--22--23--