Nie parkuj wozu przy tabliczce: "Miejsce zarezerwowane dla zastępcy szeryfa".


Bieżące komentarze: matura z matematyki, oświata



A nie mówiłem?

"Rzeczpospolita" donosi, że do warszawskich liceów ogólnokształcących trafili w tym roku tak słabi uczniowie, że ledwie by przebrnęli przez szkołę zawodową. Jeden z warszawskich nauczycieli stwierdził, że niektórzy dyrektorzy, gdy się dowiedzieli, z jak słabymi wynikami mają uczniów, byli naprawdę zszokowani. Nauczyciele uważają, że uczniowie z tak niską punktacją (chodzi o punkty rekrutacyjne) bedą mieli ogromne problemy z ukończeniem szkoły.

Niedawno pisałem, że wprowadzenie gimnazjów zapoczątkowało gwałtowny spadek jakości nauczania. Czyżby w Warszawie o tym nie wiedzieli? Teraz nagle obudzili się z ręką w nocniku? Przecież już od wielu lat nauczyciele szkół ponadgimnazjalnych o tym mówią!

Nie mylić przyczyn ze skutkami

Instytut Badań Edukacjnych ogłosił raport o stanie oświaty. W raporcie znalazły się oczywiście odniesienia do kwestii nauczania matematyki. Oto niektóre wnioski IBE:

  • Nauczyciele matematyki nie są przygotowani do wykonywania zawodu i skutecznie obrzydzają swój przedmiot uczniom.
  • Studenci matematyki mają problemy z najprostszymi zadaniami na poziomie gimnazjalnym. Do tego dochodzi nieumiejętność podejmowania samodzielnych decyzji czy wyciągania wniosków.
  • Poziom nauczania może poprawić się za około 10 lat od wprowadzenia matematyki, jako obowiązkowego przedmiotu na maturze.

Ostatni punkt to już futurologia - zajmijmy się pierwszymi dwoma.

  • Skąd się wzięli ci nieprzygotowani nauczyciele matematyki? Czyż nie zostali oni wykształceni na uczelniach realizujących wytyczne resortu edukacji? 
  • Skąd się wzięli ci studenci matematyki, którzy nie potrafią rozwiązać zadań przeznaczonych dla gimnazjalistów? Czyż nie ukończyli szkół realizujących programy i wytyczne resortu edukacji?

Swego czasu zlikwidowano 8-letnią szkołę podstawową i 4-letnie LO i wprowadzono 3-letnie gimnazjum (po ukończeniu 6 klas szkoły podstawowej) oraz 3-letnie LO. Pamiętam szok, jakiego doznałem, gdy pierwsze roczniki absolwentów gimnazjów zawitały do szkół ponadgimnazjalnych. Zobaczyłem trzy zera, jak w ruskim WC:

  1. Zero wiedzy
  2. Zero myślenia
  3. Zero chęci do nauki

To są prawdziwe przyczyny fatalnej jakości nauczania matematyki, a nie jakość studentów matematyki. Bezsensowne reformy rozpoczęły ten upadek.

Matura 2011 - podsumowanie

Ogólne wyniki ogłoszono, więc pora na podsumowanie. Dla uniknięcia chaosu wypunktujemy wnioski:

  • Egzaminu maturalnego nie zdało 24,5% maturzystów, w tym matury z matematyki 21% (17,5% zdających ma prawo pisać sierpniowy egzamin poprawkowy). Wynika z tego, że spośród przedmiotów obowiązkowych matematyka stanowiła dla zdających jedyny problem.
  •  Średni wynik matury podstawowej z matematyki wyniósł 48,24%. Na podstawie podanego odchylenia standardowego i procentu osób, które egzaminu nie zdały, szacujemy, że osoby, które uzyskały co najmniej 68-72%, znajdą się w czołowych 30% zdających.
  • Matura 2011 okazała się dla zdających maturę podstawową trudna - tego należało się spodziewać.
  • Średni wynik matury rozszerzonej z matematyki wyniósł 44,47%. Na podstawie podanego odchylenia standardowego szacujemy, że podobnie, jak na poziomie podstawowym osoby, które uzyskały co najmniej 68-72%, znajdą się w czołowych 30% zdających.
  • Matura 2011 okazała się dla zdających maturę rozszerzoną bardzo trudna - lekkie zaskoczenie, bo spodziewaliśmy się nieco lepszych wyników.

Ale ona ma poczucie humoru!

"Szkoła bliższa uczniom" - pod takim tytułem minister Hall podsumowała czwarty rok jej kadencji. W podsumowaniu czytamy: "Kluczowe zmiany to wprowadzenie nowej podstawy programowej, obowiązkowej edukacji przedszkolnej 5-latków i obniżenie wieku szkolnego z siedmiu do sześciu lat. Zmiany te pozwalają dzieciom i młodzieży jak najpełniej rozwijać swoje możliwości. Czynią one szkołę atrakcyjną i podążającą za zmianami w świecie, zbliżają ucznia  do szkoły i motywują go do lepszej nauki.".

Te radosne wieści poparte są graficznym przedstawieniem zmian odczuć uczniów związanych ze szkołą w latach 2006 i 2011. Z wykresu wynika, że wszystko się poprawiło. Na koniec następuje słowny opis osiągnięć resortu.

Po uważnym przeczytaniu tego podsumowania nasuwają się jednak wątpliwości:

  1. Objęcie przymusem szkolnym dzieci o rok młodszych niewątpliwie do szkoły je zbliża - tak, jak przywiązanie Burka łańcuchem zbliża go do budy - ale dlaczego ma podnosić atrakcyjność szkoły?
  2. Graficznie przedstawione wyniki badań są cokolwiek z sobą sprzeczne: 54% uczniów "lubi chodzić do szkoły", ale tylko 32% stwierdza, że "chodzenie do szkoły sprawia im radość". Jakoś nie bardzo chce się wierzyć, że 8-latek odróżnia niuansowe różnice między tymi odczuciami.
  3. Procent uczniów, których "lekcje interesują" wzrósł z 27% w 2006 roku do 49% w 2011 roku. Hmm. Niech będzie - nie ma jak sprawdzić, czy te dane nie są z rzeczywistością na bakier. Konkluzja jest jednak szokująca: dziś, po osiągnięciu tylu sukcesów w reformowaniu oświaty, co drugi podopieczny szefa MEN stwierdza, że lekcje go nie interesują! Ciekawe co on na tych lekcjach robi...
  4. 49% uczniów jest zainteresowanych tym, co się dzieje na lekcjach. Za to 54% badanych stwierdza: "W szkole naprawdę się rozwijam, czuję, że idę naprzód". Ciekawe są te 5%, których lekcje nie interesują, ale rozwijają się jak perz wiosną. Jak oni to robią?!
  5. "Nauczyciel jest rozliczany z wiedzy i umiejętności swoich uczniów, a nie z przerobienia programu nauczania." - o to! to! Odczuwają to zwłaszcza ci nauczyciele, którzy nie mają osiągnięć, gdyż ośmielili się postawić nieukom oceny niedostateczne... Pytanie dodatkowe: po co w takim razie MEN zatwierdza programy nauczania, każe je wybierać i wg nich uczyć?

Chodzą słuchy, że po jesiennych wyborach nawet rządząca PO będzie się rozglądać za nowym ministrem MEN. Panowie! Stary minister ma takie osiągi, a wy go...? Za co!

Śmiać się? A może już zacząć płakać?

MEN informuje:

Przedstawiciele Komisji Europejskiej, Sekretariatu Generalnego Rady Unii Europejskiej oraz wysocy rangą reprezentanci ministerstw edukacji i szkolnictwa wyższego 27 państw członkowskich UE uczestniczyli w spotkaniu Grupy Wysokiego Szczebla do spraw Kształcenia i Szkolenia, które zorganizowano w Warszawie trzy tygodnie przed rozpoczęciem polskiej Prezydencji w Radzie UE.

Aldous Huxley był prorokiem.

Kolejne szczyty zdobywamy...

Premier Tusk chce, by w większości gmin powstały "astro-bazy", czyli przyszkolne obserwatoria astronomiczne. Koszt budowy takiego czegoś ma podobno nie przekraczać miliona złotych.

W związku z tym przypomina się zagadka: Jaki jest szczyt głupoty? Kupić portfel za ostatnie pieniądze.

Epoka Gierka w całej okazałości

Ze strony MEN:

Podczas międzynarodowej konferencji organizowanej przez Polską Akcję Humanitarną pt. „Rozwój globalny a nowe państwa członkowskie UE - czas na nowe otwarcie?", która odbywa się w Warszawie, podpisano porozumienie między Ministerstwem Spraw Zagranicznych, Ministerstwem Edukacji Narodowej oraz Grupą Zagranica w sprawie wspierania rozwoju edukacji globalnej w Polsce.(...) Edukacja globalna rozszerza zakres kształcenia obywatelskiego i wychowania m.in. poprzez uświadamianie istnienia zjawisk oraz współzależności łączących wszystkich mieszkańców globu. Jej celem jest przygotowanie uczniów do stawiania czoła wyzwaniom, dotyczącym całej ludzkości.

Ten, kto pamięta czasy Gierka, wie o co chodzi. Taki pseudo-naukowy bełkot dla przykrycia pseudo-działań urzędniczych kolektywów. Podobny w charakterze jest temat pewnego przewodu habilitacyjnego: "Prostota i dyskonfirmowalność jako kryteria heurystyczne w kosmologii relatywistycznej". Prawda, że pyszne?


Pozostałe komentarze:
-1--2--3--4--5--

-6--7--8--9--10--

-11--12--13--14--15--

-16--17--18--19--20--

-21--22--23--